czwartek, 19 sierpnia 2010

Nie wierzę w zrządzenia losu, a przynajmniej nie do końca. Trudno jednak, patrząc na to, co dzieje się wokół Jamesa Bonda, oprzeć się wrażeniu, że jest coś na rzeczy. Najpierw problemy finansowe MGM postawiły losy nowego filmu z agentem 007 pod dużym znakiem zapytania. Potem Daniel Craig podpisał umowę na zagranie roli w hollywoodzkiej ekranizacji trylogii Millenium Stiega Larssona, co powyższy znak zapytania powiększyło kilka razy. A na koniec pojawiła się informacja o śmierci Toma Mankiewicza, autora scenariuszy do kilku bondowskich filmów, w tym Człowiekiem ze złotym pistoletem i Diamenty są wieczne. To już wygląda jak zrządzenie losu niemal.

Kiedy kilka lat temu pojawiły się pierwsze informacje na temat zmiany charakteru wirtualnych przygód Jamesa Bonda, niespecjalnie mnie to ucieszyło, choć plany wyglądały interesująco. Do tej pory gry z Agentem 007 były dodatkami do filmów, gadżetem mającym radować tych, którym seans filmowy nie wystarczył. Nowe plany miały wynieść wirtualne przygody agenta na nowy poziom, ich przyszłością miały być gry według scenariuszy napisanych specjalnie na potrzeby gry, z zachowaniem jednak atrakcji takich jak, np. podkładanie postaciom głosów przez aktorów występującym w filmach. Innymi słowy, gry z Bondem w roli głównej miały przestać być wyłącznie interaktywnymi wersjami filmu. No i w końcu obietnice się spełniły. Activision ogłosiło czas jakiś temu plany wydania Blood Stone, bondowskiej gry, w której w rolę agenta 007 wcieli się D. Craig, M wygląda i brzmi jak Judy Dench, a scenariusz napisał Bruce Ferstein (Goldeneye, Świat to za mało). Ba, będzie nawet specjalna bondowska piosenka, którą zaśpiewa Joss Stone. Jej głosem przemówi też wirtualna dziewczyna Bonda. I jakkolwiek Blood Stone nie wygląda jak ósmy cud świata, po prawdzie to zapowiada się średnio, to jednak może się okazać, że przez najbliższe lata wirtualny świat będzie jedynym, w którym spotkać będzie można Jamesa Bonda. O tym się chyba filozofom nie śniło. Reputacji Agenta Jej Królewskiej Mości nie zaszkodzą nawet złe gry, ale po prawdzie szkoda by było, gdyby Activision szansy nie wykorzystał. Drugiej takiej, zarówno ta firma, jak i gry jako segment popkultury, prawdopodobnie nie dostaną. Wcześniej czy później kolejny film z agentem 007 powstanie. I tylko od Activision zależy, czy Agent 007 przedstawiający się słowami My name is Bond. Games Bond będzie traktowany poważnie.

2 komentarze:

Taven pisze...

"Do tej pory gry z Agentem 007 były dodatkami do filmów, gadżetem mającym radować tych, którym seans filmowy nie wystarczył."

A Goldeneye 007 na N64? Moim zdaniem tytuł absolutnie wybitny, jedna z najlepszych strzelanin w historii. A i filmowe Everything or Nothing też było niczego sobie.

RN pisze...

Eeee, a Agent Under Fire? A Nightfire? A Everything or Nothing, z głosami Pierce'a Brosnana, Johna Cleese'a, Judi Dench, Willema Defoe i Richarda Kiela, napisaną na potrzeby gry piosenką oraz scenariuszem Bruce'a Fiersteina?

http://www.youtube.com/watch?v=WEXKzDc0J-g

Orientuj się, autorze ;)