czwartek, 25 lutego 2010
D jak DLC
DLC zrobiło w 2009 r. wielką furorę. Doszło do tego, że bez płatnych mikrododatków nie wyobraża sobie gry jakieś 99 procent wydawców. I wcale mi to nie przeszkadza, bo jeśli ktoś chce wydać swoje pieniądze na zbroję w kolorze musztardowym albo quest trwający dwie minuty, to proszę bardzo. Gorzej, że niektórzy zapomnieli o słynnej dewizie O. von Bismarcka, który twierdził, że ludzie będą lepiej spać, jeśli nie będą wiedzieli jak robi się kiełbasę i politykę. Jeżeli członek zespołu robiącego Assassin’s Creed uważa, że publiczne wyznania o wycięciu fragmentów gry, po to, aby zmieścić się w wyznaczonych terminach i późniejsze oddanie ich w formie dodatkowo płatnych DLC nie są postrzegane jako mikrooszustwo, to dowodzi to z jednej strony braku wyobraźni, a z drugiej, uzasadnionej swoją drogą, ufności w to, że ludzie kupią wszystko, nie oglądając się na okoliczności. Przy okazji dowiedziałem się, dlaczego wydawane dziś gry są coraz krótsze.
E jak Electronic Arts
W ubiegłorocznym Gralfabecie chwaliłem Wielkiego Elektronika. W 2009 r. ta firma znowu przykuła moją uwagę. Bezczelne Dante’s Interno z idiotyczną kampanią marketingową oraz żenujące reklamowanie Dragon Age: Origins jako gry kipiącej od krwi, przemocy i wyuzdanego seksu, to nowe wyznaczniki polityki firmy. Nie żeby EA było jakimś wielkim wyjątkiem w branży, ale w ubiegłym roku wspomniane kampanie wzbudziły we mnie wyjątkowy niesmak.
F jak Fallouty
Co prawda 2009 r. był czasem wolnym od Falloutów, DLC pomijając, ale za to okazało się, że Obsidian zrobi Fallouta: New Vegas, co jest najlepszą chyba wiadomością roku 2009 r., coś tam kombinuje Brian Fargo i może jest to Wasteland 2 - sequel protoplasty Fallouta, Interplay zaczął w końcu robić coś konkretnego z Falloutem MMO, a Bethesda wytoczyła mu proces, który bacznie obserwują i relacjonują media o grach traktujące, podnosząc tym samym poziom świadomości prawnej społeczności graczy. Mam przeczucie, że w Gralejdoskopie 2011 napiszę o GameCourt TV.
0 komentarze:
Prześlij komentarz