poniedziałek, 11 stycznia 2010

A jak afera

Nie ma to jak zacząć jakimś chwytliwym hasłem. Co prawda w 2009 r. afer na miarę pamiętnych wydarzeń z J. Gertsmannem i GameSpotem w rolach głównych nie było, ale pomniejsze skandale, skandaliki, kontrowersje i kontrowersyjki rozśmieszały mnie często. Skupiając się wyłącznie na krajowym podwórku można by wskazać zadziwiające wyznania jednego z decydentów największego serwisu o grach GOL, który, jak z tych wyznań wynikało, tworzył, bo chyba już nie tworzy (?), komunikaty prasowe dla EA Polska, ustanawiając nowe zasady etyki dziennikarskiej. Komentarza ze strony GOL-a i EA Polska na ten konkretnie temat oczywiście się nie doczekaliśmy, co dowodzi tego, gdzie wymienione firmy mają graczy. Na szczęście, i to samo w sobie jest pocieszające, rzecz całą komentowano w sieci dość żywo, a to z kolei dowodzi, że coś jednak na przestrzeni lat się zmieniło, choć dotyczy to wyłącznie niemal graczy. Rok 2009 był kolejnym rokiem dziwnych recenzji, nadawania sobie tytułów redaktorów i krystalizowania się krajowego dziennikarstwa growego. Minione 12 miesięcy było też czasem, w którym zapanowała w środowisku ludzi piszących o grach schizofrenia. Jedni przechodząc ze swoim pisaniem do sieci zapominali nagle podstaw warsztatu dziennikarskiego i poprawnej polszczyzny, inni narzekali publicznie na miałkość fabuł w grach, ich wtórność i tym podobne wady, a jednocześnie hojnie szafowali wysokimi notami nie bacząc na to, co pisali wcześniej. Rozgłos zdobyło nadto zaszantażowanie przez Olafa Szewczyka (Kultura/Dziennik Gazeta Prawna) firmy Cenega, wskutek czego nie wydano w pudełku gry Death To Spies, choć wcześniej, ale o tym, jak się okazało, nikt nie pamiętał, grę dołączono do upadłego już magazynu Click!. Cenegi o zdanie na temat szantażu jakoś nikt nie zapytał, bo może wtedy wyjaśniłoby się to i owo. Rozumiem jednak, że łatwiej jest naurągać Olafowi Szewczykowi niż Cenedze, bo może niektórym zakręcony zostałby kurek z gazem, przepraszam, grami. Cenega w 2009 r. zresztą, ze swoją specyficzną polityką wydawniczą i podejściem do graczy, była na ustach wszystkich, a aktywacja serwisu What2Play, który finansowany był ze środków tego wydawcy, była jawną drwiną i szczytem hipokryzji ze strony zarówno firmy, jak i osób, które zasiadły na stanowiskach kierowniczych tego przedsięwzięcia. Jednak gracze swój rozum mają, a W2P jest dziś jedynie wspomnieniem. Na szczęście.

B jak bugi

Bugi to temat jak Bug długi, szeroki i głęboki, ale tak się składa, że powraca niczym bumerang. Ostatnio nawet, a stało się to za sprawą Ogniem i mieczem, wrócił z wyjątkowym impetem, który podobno ma znaleźć ujście w postaci pozwu przeciwko CD Projektowi. Oczywiście błędy w grach, często uniemożliwiające rozgrywkę, to prawdziwa plaga, ale przyznam, że w tym roku przynajmniej dwa znane z niedoróbek studia deweloperskie stanęły na wysokości zadania. Zaskoczyło mnie Piranha Bytes bardzo stabilnym Risenem, choć ich ostatnie dokonania (Gothic 3) wołały o pomstę do nieba. Zaskoczyło mnie też GSC Game World nowym S.T.A.L.K.E.R.-em, choć poprzednie były dziurawe jak sito. Czy to znak, że coś się zaczyna zmieniać? Oby.

C jak Cryostasis

Branża gier cierpi, delikatnie rzecz ujmując, na zaparcie. Od dawna z zapartym tchem obserwuję, jak twórcy i wydawcy uparcie eksploatują utarte schematy, a później idą w zaparte twierdząc, że to nie tak, że oni tworzą gry w założeniu rewolucjonizujące i definiujące je na nowo. Tymczasem okazuje się, że sięgając po, zdałoby się, zgrane do cna tematy można zrobić gry tchnące pewną świeżością. W miarę często udaje się to twórcom z Europy Wschodniej. Taki był S.T.A.L.K.E.R., takie było Tension, taki był w 2009 r. Cryostasis. Nie jest to, co prawda, rewolucja czy rewelacja, ale ciekawy tytuł, który zdecydowanie wyróżnia się, głównie klimatem i kilkoma rozwiązaniami, spośród setek podobnych gier. Cryostasis, jako tytuł wyłącznie pecetowy, oczywiście nie mógł zyskać wielkiego rozgłosu, ale w podsumowaniach roku twórców z Ukrainy doceniły nawet największe serwisy, których, przyznam szczerze, nie posądziłbym o to. Gamasutra uznała Cryostasis za najbardziej niedoceniony tytuł 2009 r., a GameSpot obsypał grę nominacjami, aby koniec końców przyznać jej nagrodę za najlepszą fabułę roku.

3 komentarze:

bioforger pisze...

No nie, rzeczywiście jest NefOfensywa, ten poprzedni wpis to zauważyłem dopiero wczoraj, a tu już następny ;)

Afera - swoją drogą ciekawe na ile Death to Spies propaguje czy przekłamuje działania Smierszu. Nie grałem, ale mam nadzieję, że Olaf grał i nie przesadza. Ja bym z zainteresowaniem zobaczył grę, która pokazuje choć część prawdy o takich organizacjach (choćby była to tylko prawda o działaniach przeciw Niemcom). Ale wybielającą zbrodnie propagandówę w grze, tym bardziej jestem sobie w stanie wyobrazić.

Bugi – Szkoda tylko, że wiele gier nie ma już tej świeżości kiedy zostają wreszcie odpowiednio dopracowane. Nie wiem jak Tobie, ale mnie Risen nie intrygował tak jak pierwszy Gothic, ani w Zew Prypeci (coż za tytuł ;) jak w pierwszy STALKER.
Za to w Armę 2, która wyszła z błędami (teraz już w zasadzie poprawione) grało mi się świetnie, bo jest sporo nowatorstwa w porównaniu z ArmA i OFP (szczególnie fabuła i nieliniowa, trochę cRPGowa, kampania). Wciąż niestety zdarza się, że im więcej cennych ambicji, tym mniej rozsądku wydawniczego.

Cryostasis - Zgadzam się że gra ma wyróżniki, kupiłem ją tuz po premierze, pograłem i... zostawiłem gdzieś chyba w połowie. Za bardzo mi to przypominało Doom 3 - przeciwnicy zawsze wyskakują z tych samych miejsc i TRZEBA ich pokonywać. W STALKERze i Tension (skoro akurat przywołujesz te przykłady) była większa swoboda, sztuką było często unikanie walki, szczególnie w Tension, gdzie walka jest nieopłacalna, choć możliwa – piękne! Zresztą z podobnych przyczyn nie ukończyłem do dziś Zeno Clash - niemożność unikania "prania po pyskach" (cytat oczywiście ;) na tyle przeszkadzała mi w zwiedzaniu tego świata, że na razie spasowałem.
Ale - po Twoim wpisie, wczoraj wieczorem, wróciłem na godzinkę do Cryostasis, po niemal roku, i grało mi się całkiem dobrze. Akurat trafiłem m.in. na przechadzkę po szpitalu okrętowym, gdzie nie było walki, tylko "zwiedzanie" historii. I ta atmosfera, nawiązująca do aury za oknem... Chyba dziś jeszcze tam wrócę.

nef pisze...

Wiesz, teorie są różne. Dyrektor Instytutu Gaucka twierdził, że w Stasi nie było ani jednego porządnego człowieka, więc nie powinno się robić o nich filmów, które przedstawiają ich w takim świetle (chodziło o Życie na podsłuchu). Rozumiem racje i postępowanie Olafa, zresztą wyłożył je, a Smiersz to był wyjątkowy organ z wyjątkowymi ludźmi w składzie, ale nie rozumiem postępowania red. Serafina, on rozpętał burzę, który nie zwrócił się o stanowisko Cenegi, nie widział, że ta gra w Polsce już wyszła. Łatwo ukamieniować red. Szewczyka, gorzej Cenegę, która nie wydała gry, bo... No właśnie, dlaczego? Dlaczego ugięła się pod "szantażem"? Mnie to ciekawi, niestety, red. Serafin jako czołowy przedstawiciel polskiej publicystyki growej, nie stanął na wysokości zadania i ośmieszył coś co zwane jest buńczucznie dziennikarstwem. Cała ta dyskusja, która rozgorzała w polskiej sieci była co najmniej żenująca, każdy tworzył teorie nie mając podstawowych informacji pochodzących od drugiej strony sporu, tj. Cenegi. Bo to ona była drugą stroną sporu, a nie red. Serafin znany ze swoich dziwacznych poglądów. Dlaczego? Dość o tym, bo to nudne i w sumie smutne :)

Co do bugów. Dokładnie. Złapałem się nawet na tym, że odpuszczam wiele interesujących mnie premier, bo przecież kupię je za czas jakiś, poprawione i w niższej cenie. Risen tez mnie nie intrygował jak pierwszy Gothic, ale pierwszy Gothic to był 2002 r., inne realia. Niemniej, Risen to kawał dobrej gry. Zew Prypeci posmakowałem ledwie (jakieś 8 godzin), jest nieźle, ale oba tytuły to nie nowość, którą były części pierwsze. Niestety.

Co do Cryostasis, oczywiście, to nie jest rewolucja i rewelacja jak wspomniałem, ale solidna porcja klasycznego shootera w b. ciekawych klimatach i z fabułą. Mnie się podobało, czasem lubię popykać, w Dead Space utknąłem z nudów, Cryostasis wydaje mi się niekiedy znacznie ciekawszy. Poza tym sam fakt docenienia rosyjskiej, w istocie niszowej gry przez serwisy takie jak Gamasutra czy GameSpot warte jest wzmianki. Gry pecetowe są dziś niemodne, jak zdaje się wielu, jednak to chwila ledwie, ale o tym pod literką "P" jak pecetowe granie ;)

Dr Judym pisze...

Z oceną Cryostasis się pozwolę nie zgodzić, o ile pierwsze godziny gry rzeczywiście zasługują na pewne uznanie (niezły pomysł na opowieść i miejsce akcji) tak później jest tylko gorzej. Cryo gwałci najbardziej podstawowe zasady tworzenia gier, opierając się na tym, że gracz będzie przechodził ją metodą prób i błędów. No chyba że twórcy zakładali jakąś uprzednią wiedzę u gracza. Komunikacja pomiędzy graczem a grą jest momentami zerowa.

Osobiście bardziej mi żal Velvet Assassin, niedokończonej i okaleczonej z porządnej skradankowej mechaniki. Ale to pewnie pojawi się w jakimś innym wpisie :)